
Ten artykuł zawiera linki partnerskie*
Jeśli marzycie o zobaczeniu holenderskich pól tulipanów wiosną, planujecie rodzinny wyjazd do Holandii albo chcecie poczuć klimat tego kraju bardziej niż z hotelowego pokoju — warto rozważyć coś, co dla Holendrów jest absolutnie naturalnym wyborem: rodzinny kemping.
Eiland van Maurik okazał się dla nas bardzo ciekawym odkryciem.
To ogromny, świetnie zorganizowany kompleks nad jeziorem, pełen atrakcji. I szczerze? Przy takim wyjeździe zwykły hotel wypada po prostu dużo mniej ciekawie — szczególnie jeśli podróżujecie z dziećmi.
Byliśmy tutaj zimą 2026 roku i to jeden z tych wyjazdów, po których człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego Holendrzy tak kochają kempingi. Nawet zimą wszystko działało sprawnie, a dzieci naprawdę miały co robić.
To duży kompleks położony nad jeziorem, zaprojektowany przede wszystkim z myślą o rodzinach. Już po kilku minutach widać, że dzieci są tu traktowane bardzo serio — od infrastruktury po codzienną organizację atrakcji.
Do wyboru jest kilka typów domków — bliżej jeziora, bliżej atrakcji albo bardziej na uboczu. Dzięki temu można dobrać lokalizację pod własny styl podróżowania: cisza i spokój albo szybki dostęp do wszystkiego „na już”.
My mieszkaliśmy w domku nr 10 — 3 sypialnie, 2 łazienki, 4 osoby. Sam układ był wygodny, a druga łazienka przy dzieciach robi ogromną różnicę. Domek był czysty i funkcjonalny, choć warto wiedzieć, że to nadal bardziej „komfortowy camping” niż hotelowy apartament.
Atrakcje dla dzieci
I właśnie tutaj ten kemping naprawdę pokazuje swoją siłę. Atrakcji jest bardzo dużo. Na miejscu znajdziecie m.in.:
- basen z częścią dla dzieci i wodnymi atrakcjami (są przewijaki i boxy, gdzie można na chwilę bezpiecznie odstawić dziecko),
- wewnętrzny pokój gier,
- kręgle,
- małe samochodziki, które dzieci mogą prowadzić po terenie kompleksu,
- wiele różnych placów zabaw,
- animacje i aktywności organizowane praktycznie przez cały dzień.
I to jest właśnie ten typ miejsca, gdzie nawet przy gorszej pogodzie rodzic nie zastanawia się gorączkowo „co teraz robić”.
Dla kogo to miejsce?
Najbardziej polecałabym ten kemping rodzinom z dziećmi 3+/4+, które są już trochę bardziej samodzielne. Dla starszych dzieci to naprawdę świetne miejsce.
- Basen jest atrakcyjny i dobrze pomyślany, ale przy naszym 15-miesięczniaku okazał się po prostu męczący fizycznie. Mały był zachwycony i nie chciał wychodzić z wody, natomiast ja po dłuższym czasie skończyłam z bólem pleców od chodzenia półzgięta i ciągłego podtrzymywania go (woda miała niekomfortową wysokość, akurat dla nas).
- Wewnętrzny plac zabaw, wyłożony miękką matą, teoretycznie byłby bardzo bezpieczny także dla maluchów. W praktyce starsze dzieci urządzały tam sobie wyścigi, więc przy najmłodszych trzeba było mieć oczy dookoła głowy. Za to dla starszaków — pełna radość.
- Ogromnym plusem są animacje, które odbywają się praktycznie od rana do wieczora. I to jest dokładnie ten typ miejsca, gdzie rodzic może na chwilę usiąść z kawą i odetchnąć.
Jedzenie i infrastruktura
Jeśli chodzi o jedzenie — raczej nie jest to miejsce dla osób szukających kulinarnych doznań. Na miejscu działa restauracja i naleśnikarnia, ale klimat jest bardziej „rodzinno-barowy” niż restauracyjny. Fast food, naleśniki, szybkie obiady — coś, co po prostu dobrze działa podczas rodzinnego wyjazdu.
Duży plus za krótki czas oczekiwania. Przynajmniej podczas naszego pobytu wszystko działało bardzo sprawnie, co przy dzieciach naprawdę robi różnicę.
W kawiarni w budynku głównym zamawia się jedzenie przez QR code, bez stania przy kasie. Bardzo wygodne rozwiązanie, szczególnie kiedy jedno dziecko chce jeść, drugie chce iść się bawić, a rodzic po prostu próbuje ogarnąć logistykę. 😉 No i placyk zabaw ze zdjęcia poniżej to prawdziwy game changer podczas posiłku z dziećmi.
Na miejscu jest też dobrze zaopatrzony sklep. I uczciwie: to trochę pułapka dla rodziców. Oprócz rzeczy pierwszej potrzeby jest tam mnóstwo drobiazgów, które dzieci „bardzo potrzebują natychmiast”. Trudno wyjść tylko po mleko.

Co warto wiedzieć przed przyjazdem?
Jak w większości domków campingowych — przestrzeń jest dobrze wykorzystana, ale momentami po prostu ciasna.
- Łóżeczko dziecięce musieliśmy ustawić w salonie, bo sypialnie były bardzo małe.
- Domki stoją na podeście, więc prowadzi do nich kilka schodków. Przy wózku ma to znaczenie.
- Kuchnia jest niewielka, choć dobrze wyposażona.
- Przy pobycie dłuższym niż tydzień prawdopodobnie zaczęłoby nam brakować miejsca w szafach ubraniowych i kuchennych (na szczęście w kompleksie działa pralnia, co trochę ułatwia logistykę przy dłuższym pobycie).
- Zimą najmniej wygodne okazało się ogrzewanie: gdy przez około 2 godziny nie było ruchu w domku, temperatura automatycznie spadała do 18°C. Z małym dzieckiem nie było to idealne rozwiązanie.
Podsumowanie
Eiland van Maurik to miejsce, które bardzo dobrze wpisuje się w spokojniejsze podróżowanie z dziećmi — ale nie jest idealne dla każdego. Z niemowlakiem bywa logistycznie wymagające. Ale jeśli jedziecie z trochę starszymi dziećmi (3+) i szukacie miejsca, które faktycznie jest projektowane pod rodziny — a nie tylko „akceptuje dzieci” — to zdecydowanie warto je rozważyć.






* Artykuł zawiera linki partnerskie. Jeśli zarezerwujesz nocleg za ich pośrednictwem, mogę otrzymać niewielką prowizję. Nie wpływa to na cenę, którą płacisz, a dzięki temu mogę dalej rozwijać dzieckowtrasie.pl i tworzyć kolejne sprawdzone rekomendacje dla rodzin podróżujących z dziećmi.